ul. Jana Matejki 55/2 60-770 Poznań NIP: 7792439346

Zeyland Janusz

Janusz Zeyland

Mieszkańcom Poznania nazwiska, które zaraz się objawią, są z pewnością dobrze znane. Ulicę Zeylanda każdy w tym mieście wskaże bez namysłu, tak jak niejeden pewnie poznaniak stawał na nogi (dosłownie!) w „szpitalu Degi” na 28 Czerwca. Nie każdy jednak z mieszkańców Poznania potrafi osadzić te dwie postaci w perspektywie wielkiej historii Polski i Poznania. W perspektywie historii polskiej i światowej medycyny i rozwoju nauki. W końcu – w perspektywie tragicznego sierpnia 1944 roku. Nade wszystko jednak w perspektywie historii ich wielkiej przyjaźni, której losy złączyła wspólna kamienica na obecnej ulicy Krysiewicza w Poznaniu, a rozłączył wyrok śmierci na jednym z nich z rąk hitlerowców właśnie podczas powstania warszawskiego.


Janusz Zeyland (1897-1944) zapisał się w historii przedwojennej medycyny jako wybitny pediatra i mikrobiolog, znawca gruźlicy dziecięcej i pionier szczepień przeciwgruźliczych w Polsce. Nie dane ku było służyć swoją wiedzą, oddaniem i charyzmą w czasach powojennych. Inny wybitny lekarz, Karol Jonscher, wspominał go tuż po wojnie tymi słowami:


„Ale w tych ciężkich [wojennych] chwilach ujawniła się dopiero w całej pełni Jego wielkość, jako człowieka utoczonego jakby z granitu, ujawniły się wszystkie dodatnie cechy Jego niezłomnego charakteru. Ujawniła się zwłaszcza w całej pełni Jego wielka dobroć, skrywająca się często za zewnętrzną szorstkością. O tym mogłyby wiele powiedzieć dzieci i siostry Oddziału gruźliczego dla dzieci w Szpitalu Wolskim. Tak owocne życie Zeylanda zakończyło się bohaterskim akordem. A nam pozostaje tylko żal, że znowu jeden z najwybitniejszych przedstawicieli nauki polskiej odszedł przedwcześnie, w chwili gdy w pełni rozwoju Swej wiedzy i doświadczenia mógłby przez długie jeszcze lata pracować dla rozwoju ftyzjologii polskiej”.


Zeyland i Dega – jako powstańcy wielkopolscy – byli na celowniku Niemców w Kraju Warty, stąd szukali schronienia w Warszawie, z nadzieją, że na terenach Generalnej Guberni nie będą tak kłuć w oczy wrogowi swoją tożsamością. W czasie powstania od pierwszych jego dni oddali się opiece nad rannymi.


Profesorowi Januszowi Zeylandowi dane było tylko przeżyć pięć powstańczych dni. Egzekucja na personelu i pacjentach Szpitala Wolskiego – bo tak trzeba nazwać poczynania esesmanów z grupy Recka (Reinefarth) – miała wstrząsający przebieg. Wystarczająco wymownie brzmi wspomnienie żony Wiktora Degi – Marii Deżyny:


„5 października mieliśmy nieoczekiwaną wizytę. Przyszły panie dr Kurowska i pani Miki, współpracowniczki Ojka w Szpitalu Karola i Marii. [...] Niestety potwierdziły one wiadomość, że Janusz nie żyje. Kiedy Powstanie się zaczęło, pozostał w Szpitalu Wolskim, by służyć za tłumacza. Kiedy horda niemiecka weszła 5 sierpnia do szpitala, w pokoju dyrektora był także dyrektor, kapelan i Janusz Zeyland. Bez słowa ich rozstrzelali. Potem zjawił się jakiś tam wyższy szarżą Niemiec i stwierdził: Zeyland? Ach, ten nie miał być zastrzelony!”.


Teraz zostawimy Was ze słowami Wiktora Degi o swoim przyjacielu: „Był to mój najserdeczniejszy przyjaciel i przez długie lata łączyły nas wspólne przeżycia, aż rozdzieliła nas jego śmierć”.


Z pewnością powoli się już domyślacie się, wokół jakiego przewodniego motywu odbywać się będzie nasz tegoroczny przejazd „Poznań-Warszawa – wspólna sprawa” 1 sierpnia 2021… C.d.n.


[Informacje pochodzą ze stron: Kroniki Miasta Poznania, portalu nepomuki.pl, Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego, portalu uniwersyteckie.pl]

Privacy Preferences
When you visit our website, it may store information through your browser from specific services, usually in form of cookies. Here you can change your privacy preferences. Please note that blocking some types of cookies may impact your experience on our website and the services we offer.